Godzinę czekałam na babcię zanim się przyszykowała.
Sień, izba i komora. Typowa chata w tamtych czasach. Płot się przewalił, to na ławeczce się garnki suszyło.
Ja dobrze pamiętam tę panią, ona tu u mnie się zatrzymała. Ja nie wiedziałam co ona robi. Kiedyś do kuchni weszła, zapytała czy może zdjęcie zrobić, ja akurat z pracy wróciłam. I takie zdjęcie mam.
Fotografowałam osoby ze spuszczonym wzorkiem – to mnie różni do Zofii Rydet. Chciałam, aby te osoby zachowały to spojrzenie dla siebie.
To prawdziwa gozdowska chałupa.
Ta kołyska nadal jest u nas w domu.
To była niedziela. Gdy przyszłam, ta pani czekała z rosołem na córkę.
We wiaderku woda, kurczę, a teraz krany…
O! widać drewniane powały, to było zamiast sufitów. Dom był jeszcze kryty strzechą.
Chciałam sfotografować osoby z mojej kamienicy – pukałam chyba z 10 razy, nie udało się. Dzisiaj ludzie nie są tak ufni.