To prawdziwa gozdowska chałupa.
Z tego, co na tych zdjęciach, nic się nie zachowało, bo była powódź.
Za każdym z tych portretów stoi spotkanie – 2-3 godziny, herbata, ciasto.
Tego domu już nie ma
Fotografowanie stało się dla mnie okazją do odnowienia znajomości z osobami, z którymi nie widziałem się od lat.
To było dla mnie wyzwanie. Taki pretekst, aby się sprawdzić, aby pokonać nieśmiałość.
To syćko nasze na tym zdjęciu. I moja babcia siedzi sobie z wnuczkiem swoim, my pewnie w polu byliśmy.
Spodziewałem się, że fotografowanie inspirowane Zapisem socjologicznym, będzie dużo prostsze.
Czułam presję czasu. Że on ucieka, więc powinnam się spieszyć.
Ta już ma dziś troje dzieci