Szkoda, że nie po góralsku. Jak następnym razem będziecie robić, to się przebierzemy
Dzięki tym zdjęciom poznaję nie tylko ludzi, ale też siebie.
Najważniejszy jest czas – ważne, aby dla fotografowanych osób mieć czas, bo to on buduje zaufanie.
Poszłam sfotografować sąsiada, u którego nie byłam 25 lat. On mnie kiedyś na ramie roweru wiózł do komunii.
Pokazywałem starszym osobom książkę Obecność – bo tam też są sfotografowani starzy ludzie. To ich przekonywało.
Wydawało mi się, że sfotografować pięć osób to bułka z masłem. Teraz nie mogę pojąć, jak Zofia Rydet dała radę sfotografować ich tysiące.
Za każdym z tych portretów stoi spotkanie – 2-3 godziny, herbata, ciasto.
To była okazja do tego, aby poznać ludzi, z którymi na co dzień pracuję.
Wózek był dla bliźniaczek, taki szeroki, jak mały fiat, kupiliśmy go w Warszawie.
To jest misiek Kuba. Znalazłem go niedawno na strychu.