Dobrze, że nie przyjechałam samochodem – razem piłyśmy „babskie” nalewki.
Ja prosto od sprzątania i tak mam do zdjęcia? Wtedy nas więcej było.
Na zdjęciu jest moja znajoma, której nie widziałam siedem lat. Ta fotografia była okazją do ponownego spotkania.
W dzisiejszych czasach kto by to widział mieć w chałupie lep na muchy
Tak jak wtedy mam stanąć? Ze chrztu wtedy przyszliśmy, z kościoła. Teraz córka ma 32 lata.
Pierwszą rzeczą było wspólne oglądanie zdjęć Zofii Rydet. Opowiadałam o tym, jak ona pracowała, co robiła. I to wszystkich przekonywało.
Wydawało mi się, że sfotografować pięć osób to bułka z masłem. Teraz nie mogę pojąć, jak Zofia Rydet dała radę sfotografować ich tysiące.
Na moje przyjście, założyła strój krakowski i powitała mnie wierszem.
Dzięki temu projektowi zajrzałam do domu, małej chaty, którą często mijam i która zawsze mnie intrygowała.
Godzinę czekałam na babcię zanim się przyszykowała.